BokyBoky
Głupi Jaś

H.C. Andersen

Głupi Jaś

Był sobie raz stary człowiek, który miał trzech synów. Dwaj najstarsi byli bardzo dumni ze swojej mądrości. Czytali grube książki, mówili długimi, starannie dobranymi zdaniami i polerowali swoje buty, aż lśniły. Najmłodszy nazywał się Głupi Jaś. Był wesoły, zawsze chętny do uśmiechu i nie bał się wyglądać trochę głupio. Jeździł na koziołku zamiast na koniu i lubił dostrzegać pożyteczne rzeczy, które oferowała droga.

Pewnego dnia król ogłosił, że księżniczka poślubi mężczyznę, który będzie potrafił z nią rozmawiać i nigdy nie zabraknie mu odpowiedzi. Musi być gotowy na wszystko, co ona powie – żadnego jąkania, żadnego zacinania się, żadnego marudzenia. Wielu dżentelmenów już próbowało. Księżniczka była bystra i dowcipna; potrafiła sprytnie przeinaczyć każde zdanie i sprawić, że nawet najgładszy język się potknie. Dwaj najstarsi bracia zdecydowali, że wygrają. Spędzili dni, ćwicząc mądre powiedzenia i wyszukane komplementy.

– Nie gadaj – ostrzegł najstarszy drugiego. – Mów powoli. Zaimponuj jej wielkimi myślami.

– Oczywiście – powiedział drugi. – Będziemy mówić o historii i nauce. Nigdy nie będziemy w kropce.

Głupi Jaś usłyszał ich i zaśmiał się. – Ja też chciałbym spróbować – powiedział.

– Ty? – krzyknęli. – Ty nawet nie jeździsz na prawdziwym koniu!

– To prawda – powiedział Jaś, klepiąc swojego koziołka – ale on i ja tak samo idziemy do przodu.

Ruszyli dwaj starsi bracia na lśniących koniach, w wyszczotkowanych płaszczach i prostych kapeluszach. Mieli zamiar dotrzeć pierwsi. Gdy kłusowali, minęli czarną wronę, która leżała na poboczu drogi.

– Fe! Martwa wrona – powiedział najstarszy, marszcząc nos. – Cóż za bezużyteczny widok. – Pojechali dalej.

Po chwili, klap-klap, nadjechał Jaś na swoim koźle. Zauważył wronę, zeskoczył i podniósł ją. – Nigdy nie wiadomo – powiedział, wsuwając ją do swojej torby. – To może się przydać.

Dalej bracia zobaczyli stary drewniany but leżący w rowie, przetarty na wylot i zniszczony. – Śmieć – powiedział drugi brat. Pojechali dalej.

Jaś nadjechał i wyłowił but. – Świetny garnek, jeśli zmrużysz oczy – powiedział wesoło i przywiązał go do paska.

W pobliżu miasta wóz ochlapał drogę gęstym błotem. Bracia podnieśli swoje czyste buty i tańcowali wokół niego, by go ominąć. – Ohydne – skrzywili nosy.

Jaś wsadził rękę prosto w błoto i nabrał sporą, ciężką garść. – To idealne – powiedział, wpychając błoto do kieszeni. – To powstrzyma coś przed wyciekaniem. – Jego kozioł machnął ogonem i potruchtał dalej.

Zanim dotarli do pałacu, sala lśniła od świec. Księżniczka siedziała u boku króla, obserwując każdego zalotnika, który podchodził. Nie krzyczała ani nie ganiła. Po prostu słuchała, a potem odpowiadała w sposób, który plątał im języki. Dżentelmeni, którzy nauczyli się przemówień na pamięć, zapominali słów. Inni próbowali być sprytni i milkli.

Najstarszy brat wystąpił, ukłonił się i zaczął: – Wasza Wysokość, studiowałem mądrość wieków…

– Zatem wiesz już wszystko – powiedziała księżniczka przyjemnie. – Co więc mogę ci powiedzieć?

– Ja… cóż… miałem na myśli… – Odchrząknął. Wszystkie jego piękne frazy wyleciały przez okno. Jąkał się, gapił na swoje lśniące buty i zamilkł.

Nastąpiła kolej drugiego brata. – Wasza Wysokość, pogoda jest niezwykle piękna.

– Dla kaczek – powiedziała księżniczka. – Przyniosłeś jakieś?

Boky

Koniec

Czytaj dalej