BokyBoky
Żeglarska wyprawa Małego Brata

Elsa Beskow

Żeglarska wyprawa Małego Brata

Mały Brat siedział na ciepłych skałach przy brzegu, podczas gdy jego dwie starsze siostry naprawiały żagiel. Mewy krzyczały, fale szeptały, a letnie słońce świeciło na błękitną wodę. „Trzymaj się blisko nas” – powiedziały siostry. „Jesteś za mały, żeby żeglować samemu”. Mały Brat kiwnął głową, ale jego oczy wciąż uciekały w stronę hangaru na łodzie.

W środku leżała mała biała łódka z jaskrawoczerwonym żaglem. Wszedł do niej, żeby tylko poudawać. Mała lina na pierścieniu ześlizgnęła się i łagodny wiatr nadął czerwony żagiel do pełna. „Och!” – krzyknął Mały Brat, gdy łódź oddalała się od pomostu. Sięgnął po linę, ale wiatr zaśmiał się i pociągnął go za cypel.

Na wodzie fale wznosiły się i opadały jak oddech. „Siedź spokojnie, mały żeglarzu” – zawołała mewa, pikując nisko. Wiatr Południowy musnął jego policzki i zaśpiewał: „Będę delikatny. Trzymaj dziób na falę”. Lśniąca foka wynurzyła się z okrągłymi, ciekawymi oczami i parsknęła na powitanie, zanim zniknęła ponownie. Serce Małego Brata biło szybko, na wpół wystraszone i na wpół radosne.

Ale wtedy niebo poszarzało na krawędzi. Dzikim Pędem nadciągnął Wiatr Zachodni, z włosami jak latająca byza, i smagał wodę w białe grzywacze, które biegły i biegły. Łódź podskakiwała i skakała. Mały Brat ściskał rumpel obiema rękami. Jego czapka odfrunęła. „Trzymaj się mocno!” – krzyczały mewy. Ostre skały pokazały swoje czarne zęby, ale dwie mewy machały skrzydłami i popchnęły podmuch w sam raz, a przyjazna foka trąciła nosem małą łódkę z dala od niebezpieczeństwa.

Deszcz kłuł go w policzki. Grzmot dudnił w oddali. Potem, równie szybko, burza zmęczyła się i Słońce wyjrzało znowu, uśmiechając się. Tęcza wygięła się łukiem nad szkierami jak most do sekretnego miejsca. Fale wygładziły się. W ciszy mały morświn wynurzył się i zagwizdał. Płynął obok niego, tocząc się jak lśniący czarny księżyc, a Mały Brat poczuł się odważniej z przyjacielem w pobliżu.

Z powrotem na brzegu siostry spojrzały w górę i zobaczyły pusty pierścień przy pomoście. „Gdzie jest Mały Brat?” – krzyknęły. Pobiegły do hangaru na łodzie i zobaczyły czerwony żagiel daleko, daleko, jak mak na morzu. Szybkie jak wiatr, zepchnęły swoją większą łódź na wodę, wciągnęły biały żagiel i wyruszyły. „Trzymaj się, maluchu! Nadchodzimy!” – wołały, chociaż nie mógł ich słyszeć.

Dzień stał się złoty, a wiatr obrócił się życzliwie w stronę lądu. Mewy krążyły i wołały: „Tędy! Tędy!” Jedna mewa pomknęła przed łodzią sióstr i pokazała drogę przez lśniącą wodę. Morświn klikał i pluskał obok czerwonego żagla, jakby trzymał wartę.

W końcu dwie łodzie były wystarczająco blisko, by się nawzajem usłyszeć. „Mały Bracie!” – krzyknęły siostry. „Tutaj!” – zawołał, wstając ostrożnie. Rzuciły mu linę i przywiązały ją mocno. Starsza siostra wzięła jego małą łódkę na hol, a młodsza siostra dała mu swój ciepły szal. Razem pożeglowali w stronę domu, z mewami śmiejącymi się i foką wynurzającą się od czasu do czasu, jakby chciała ich policzyć.

Z powrotem na molo, siostry wyjęły Małego Brata i posadziły go na wygrzanych słońcem deskach. Był wilgotny i słony, i pełen opowieści. Owinęły go kocem i dały mu gorące mleko i chleb. „Nie będę znowu żeglować sam” – obiecał i mówił to szczerze.

Tej nocy, otulony przytulnie w swoim łóżku, Mały Brat słuchał dalekiego szumu morza. Zamknął oczy i śnił o czerwonym żaglu, przyjaznych mewach i pieśni wiatru – bezpieczny i odważny, z siostrami w pobliżu.

Boky

Koniec

Podobne bajki

Więcej od Elsa Beskow

Pokaż wszystkie

Czytaj dalej